Ile Ukraińcy wnoszą do polskiego PKB — bilans 2024
Wkład ukraińskich pracowników i przedsiębiorców w polskie PKB. Podatki, składki ZUS, bilans fiskalny i wpływ na rynek pracy w świetle danych UNHCR, Deloitte, BGK i NBP.

Ile Ukraińcy wnoszą do polskiego PKB — bilans 2024
Pytanie "ile kosztuje Polskę przyjęcie uchodźców z Ukrainy" pojawia się w debacie publicznej regularnie. Pełna odpowiedź wymaga jednak postawienia pytania odwrotnego — ile Ukraińcy do tej Polski wnoszą. Dane z 2024 roku, opublikowane przez UNHCR, Deloitte, BGK i NBP, dają tu jednoznaczny obraz: bilans jest dodatni, a skala wkładu znacznie większa niż się powszechnie zakłada.
W skrócie
- 2,7% polskiego PKB wygenerowali w 2024 roku uchodźcy z Ukrainy (raport UNHCR/Deloitte).
- 15,2 mld zł wpłynęło do budżetu od migrantów z Ukrainy w 2024 roku (BGK).
- 5,4 zł wraca do budżetu na każdą złotówkę wypłaconą w ramach „Rodzina 800+".
- 825 tysięcy obywateli Ukrainy było zarejestrowanych w ZUS na koniec lipca 2025.
- 47 mld zł — wzrost dochodów sektora publicznego dzięki uchodźcom w samym 2024 roku.
Trzy źródła wkładu — i dlaczego trzeba je liczyć razem
Ekonomiczny wkład Ukraińców w polską gospodarkę pochodzi z trzech równoległych źródeł, których nie wolno mylić ani sumować pojedynczo.
Pierwsze to bezpośrednie wpływy fiskalne — podatki dochodowe, VAT, akcyza i składki na ubezpieczenia społeczne. Ten strumień jest najłatwiej policzalny, bo wszystko jest w danych ZUS, US i ministerstwa finansów.
Drugie to konsumpcja — zakupy żywności, odzieży, wynajem mieszkań, usługi codzienne. Każda złotówka wydana przez ukraińskiego konsumenta krąży dalej w polskiej gospodarce, generując VAT i przychody firm. Tego nie widać w żadnym jednym rejestrze, ale widać w PKB.
Trzecie to wpływ na produktywność — wypełnianie luk kadrowych, które inaczej pozostałyby puste. To wartość najmniej intuicyjna, ale w starzejącej się gospodarce być może najważniejsza.
Raport UNHCR i Deloitte z czerwca 2025 roku jako pierwszy zebrał te trzy strumienie w jednym modelu. Wynik: uchodźcy z Ukrainy odpowiadali za 2,7% polskiego PKB w 2024 roku.
2,7% PKB — co to znaczy w praktyce
Liczba 2,7% PKB brzmi technicznie, więc warto przeliczyć na konkrety.
Polskie PKB w 2024 roku to ok. 3,6 biliona złotych. Wkład uchodźców z Ukrainy to zatem mniej więcej 97 miliardów złotych wartości dodanej w jednym roku. Dla porównania: to więcej niż roczne nakłady budżetu państwa na obronność (ok. 90 mld zł w 2024) i więcej niż łączne wydatki na ochronę zdrowia z budżetu centralnego.
W ujęciu długoterminowym Bank Gospodarstwa Krajowego szacuje, że imigracja ukraińska przyczyniała się do wzrostu polskiego PKB o 0,5–2,4% rocznie w latach 2013–2024. To oznacza, że bez tej fali polski PKB byłby dziś realnie niższy o kilka punktów procentowych.
Model UNHCR/Deloitte uwzględnia podatki dochodowe, VAT, akcyzę, składki ZUS i NFZ, a także wpływ na przychody firm korzystających z zatrudnienia i konsumpcji uchodźców. Inaczej mówiąc — to nie jest tylko "ile zarobili i ile zapłacili", ale całkowity efekt mnożnikowy w gospodarce.
Wpływy do budżetu — 15,2 mld zł w 2024 roku
Na poziomie konkretnych wpływów do budżetu liczby są równie konkretne.
Według danych BGK migranci z Ukrainy wpłacili w 2024 roku do budżetu państwa 15,2 mld zł w postaci podatków i składek na ubezpieczenia społeczne. Ta suma rozkłada się następująco:
- Podatki dochodowe (PIT i CIT) — ok. 1,65 mld zł
- Składki emerytalno-rentowe (ZUS) — ok. 12,8 mld zł
- Składki zdrowotne (NFZ) — ok. 3,5 mld zł
Sama kwota PIT i CIT zapłacona przez obywateli Ukrainy wzrosła o 27,7% rok do roku i była dwukrotnie wyższa niż w 2022 roku. To pokazuje dwa zjawiska jednocześnie — rosnącą liczbę pracujących i przedsiębiorców oraz przesuwanie się części z nich w stronę wyższych progów podatkowych.
Ukraińcy odpowiadali w 2024 roku za 33,7% łącznych wpływów podatkowych od cudzoziemców w Polsce. Innymi słowy — co trzecia złotówka, którą polski fiskus zebrał od cudzoziemców, pochodziła od obywateli Ukrainy.
Liczba osób zarejestrowanych w ZUS na koniec lipca 2025 roku to 825 tysięcy obywateli Ukrainy. To skala porównywalna z populacją Krakowa.
Bilans fiskalny — 5,4 zł zwrotu z każdej złotówki
Najbardziej cytowana liczba z całego raportu BGK dotyczy bilansu fiskalnego programu „Rodzina 800+" w odniesieniu do ukraińskich rodzin.
Wynik: na każdą złotówkę wypłaconą ukraińskim rodzinom z tytułu 800+ migranci wpłacili do budżetu 5,4 zł w postaci podatków i składek.
Liczba jest istotna, bo bezpośrednio odpowiada na najczęstszy zarzut formułowany w debacie publicznej — że "uchodźcy biorą więcej niż dają". W przypadku Ukraińców dane wskazują dokładnie odwrotnie: program 800+ to wydatek, którego koszt jest pięciokrotnie pokrywany ze składek i podatków od tej samej grupy.
Raport UNHCR i Deloitte rozszerza ten obraz na cały sektor publiczny. Dochody sektora instytucji rządowych i samorządowych wzrosły dzięki uchodźcom o:
- 2,0% w 2022 roku
- 2,75% w 2023 roku
- 2,94% w 2024 roku
W wartościach bezwzględnych daje to 47 miliardów złotych dodatkowych dochodów w samym 2024 roku.
Autorzy raportu szacują też, że likwidacja choćby połowy istniejących barier zatrudnieniowych dla uchodźców mogłaby wygenerować dodatkowe 6 mld zł rocznie korzyści makroekonomicznych. To pokazuje, że obecny wkład — choć już znaczący — nie wykorzystuje całego potencjału.
Luki kadrowe — wartość, której nie widać w wpływach
Najmniej intuicyjny składnik wkładu Ukraińców w polską gospodarkę to wypełnianie luk kadrowych. Nie pojawia się w żadnym wpływie do budżetu wprost, ale bez niego całe sektory gospodarki działałyby z hamulcem.
Polski rynek pracy ma poważny problem demograficzny. Według prognoz Polskiego Instytutu Ekonomicznego do 2035 roku ubędzie 2,1 miliona pracowników — efekt starzenia się społeczeństwa i niskiej dzietności. Już dziś bezrobocie utrzymuje się na poziomie 3–4%, a deficyt pracowników w samym budownictwie szacowany jest na 200 tysięcy osób.
Ukraińcy stanowią obecnie ok. 5% wszystkich pracujących w Polsce i częściowo tę lukę wypełniają. Skala tej zależności widoczna jest, gdy spojrzeć na sytuacje odwrotne. Spadek liczby zatrudnionych obywateli Ukrainy o ok. 100 tys. osób w 2024 roku natychmiast przełożył się na nasilenie problemów kadrowych w budownictwie i przemyśle. Nie zastąpiono ich automatycznie polskimi pracownikami — bo ich po prostu nie ma na rynku.
To jest najmocniejszy argument przeciwko popularnej narracji, że "imigranci zabierają pracę Polakom". W gospodarce o ujemnej dynamice demograficznej każdy pracownik z zewnątrz dodaje miejsca pracy w łańcuchu — przez konsumpcję i podwykonawstwo — a nie odbiera ich istniejącym pracownikom.
Co mówi NBP — bezrobocie i płace nie ucierpiały
Najczęściej powtarzane obawy wobec migracji ekonomicznej to dwa konkretne efekty: wzrost bezrobocia wśród rodzimych pracowników i spadek wynagrodzeń. Oba zostały sprawdzone w polskich badaniach.
Badania Narodowego Banku Polskiego i Polskiego Instytutu Ekonomicznego zgodnie wskazują, że napływ ukraińskich pracowników i przedsiębiorców nie spowodował wzrostu bezrobocia ani spadku wynagrodzeń wśród polskich obywateli.
Mechanizm jest prosty. Ukraińcy w dużej mierze zajmują nisze rynkowe, w których popyt na pracę przewyższa podaż ze strony polskich pracowników — wykończeniówka budowlana, transport, obsługa logistyki, fryzjerstwo i kosmetyka, część zadań w IT. W tych segmentach polskich rąk po prostu brakuje. Napływ ukraińskich pracowników nie tworzy konkurencji o te same miejsca, tylko wypełnia puste.
W sektorze IT efekt jest jeszcze wyraźniejszy. Deficyt programistów i inżynierów w Polsce sprawia, że ukraińscy specjaliści — zarówno samozatrudnieni, jak i pracujący w relokowanych spółkach — pomagają polskim firmom utrzymać zdolność operacyjną i realizować projekty, które bez dodatkowej kadry nie byłyby możliwe do wykonania.
→ Zobacz, w jakich branżach działają ukraińskie firmy
Konsumpcja — milion klientów na polskim rynku wewnętrznym
Trzeci wymiar wkładu — konsumpcja — najtrudniej policzyć dokładnie, ale łatwo zilustrować.
Blisko milionowa społeczność ukraińska w Polsce generuje stały popyt na towary i usługi. Wynajem mieszkań, zakupy spożywcze, usługi medyczne, edukacyjne, transportowe, telekomunikacyjne — każda z tych kategorii ma w swoich przychodach komponent ukraiński.
Ten popyt bezpośrednio zasila polski rynek wewnętrzny i był jednym z kluczowych elementów modelu UNHCR/Deloitte, który wyliczył wkład 2,7% PKB. Bez konsumpcji uchodźców i ich rodzin polskie firmy gastronomiczne, sklepy spożywcze, deweloperzy mieszkaniowi i operatorzy telekomunikacyjni miałyby w 2024 roku istotnie niższe przychody.
Jednocześnie pojawia się efekt sprzężenia: ukraińska społeczność jest na tyle duża, że uzasadnia ekonomicznie pojawianie się nowych marek i produktów dedykowanych — od ukraińskich delikatesów (Foodex24) po sieci gastronomiczne (Lviv Croissants, Bafood). Te marki z czasem trafiają też do polskich konsumentów, rozszerzając ofertę dostępną na lokalnym rynku.
Czego dane nie mówią
Uczciwy obraz wymaga zaznaczenia trzech ograniczeń.
Po pierwsze — koszty się też liczą. Polskie państwo poniosło realne wydatki związane z przyjęciem uchodźców: świadczenia rodzinne, dostęp do służby zdrowia, edukacja dzieci, koszty administracyjne. Raport UNHCR/Deloitte uwzględnia te koszty w swoim modelu i właśnie po ich odliczeniu wynik netto pozostaje dodatni — ale sama liczba "wpływy do budżetu" nie jest tożsama z bilansem netto.
Po drugie — rozkład w czasie. Wkład fiskalny rośnie z każdym rokiem pobytu, bo Ukraińcy stopniowo przechodzą z prac niskopłatnych do lepiej wynagradzanych, a wśród przedsiębiorców rośnie udział firm bardziej dochodowych. Bilans 2024 roku jest lepszy niż 2022, a 2026 prawdopodobnie będzie lepszy niż 2024.
Po trzecie — niewykorzystany potencjał. Wskaźnik 40% uchodźców z wyższym wykształceniem przy zaledwie 12% pracujących na adekwatnych stanowiskach (wobec 37% wśród Polaków) oznacza, że obecny wkład to prawdopodobnie tylko część maksymalnego możliwego. Likwidacja barier — głównie językowych i administracyjnych — uwolniłaby dodatkowe miliardy w skali roku.
Co z tego wynika
Bilans fiskalny i ekonomiczny ukraińskiej obecności w Polsce nie jest sprawą interpretacji — jest sprawą danych. A dane mówią jedno: na obecnym etapie Ukraińcy są dla polskiej gospodarki istotnym, mierzalnym i jednoznacznie dodatnim wkładem.
To oznacza trzy konkretne rzeczy.
Dla decydentów publicznych: każda decyzja ograniczająca legalną pracę i przedsiębiorczość Ukraińców ma policzalny koszt. Zaostrzenie procedur z marca 2026 roku to zarazem ryzyko fiskalne — nie ideologiczne.
Dla polskich firm: ukraińska siła robocza i przedsiębiorczość to nie temat poboczny, tylko element strukturalny rynku. Spadek liczby zatrudnionych Ukraińców o 100 tys. w 2024 roku natychmiast wywołał problemy w budownictwie i przemyśle — to skala, której nie da się zignorować w planowaniu.
Dla wszystkich obserwatorów: debata publiczna często operuje na anegdotach i emocjach. Dane mówią co innego niż retoryka. Każdy, kto chce mieć rzetelne zdanie na temat ukraińskiej obecności w Polsce, powinien zacząć od liczb — a nie kończyć na nich, ale traktować jako punkt wyjścia.
Szukasz ukraińskiej firmy w Polsce? Sprawdź mapę katalogu Polvia — przeglądaj firmy po branży i lokalizacji.
Prowadzisz ukraiński biznes w Polsce? Dodaj wizytówkę do katalogu — bezpłatnie, publikacja w 24 godziny.
Chcesz pełnego obrazu? Przeczytaj pełny przewodnik: Ile ukraińskich firm działa w Polsce.